Arsenal Arsene’a
Liga Mistrzów jest po prostu stworzona dla chłopców Wengera: sędziowie są tu mniej liberalni, a pressing nie tak intensywny jak w Premiership.
Zawodowi mistrzowie świata w boksie w wadze ciężkiej Ukraińscy bracia Wołodymir i Witalij Kliczko jeszcze nie zdecydowali, który z nich walczyć będzie o mistrzowski pas wersji WBA z Brytyjczykiem Davidem Haye.
Liga Mistrzów jest po prostu stworzona dla chłopców Wengera: sędziowie są tu mniej liberalni, a pressing nie tak intensywny jak w Premiership.
Gdyby Fruwając pod koszem istniało, w tym tygodniu pożegnalibyśmy w nim Allena Iversona. Smutno byśmy go pożegnali... Jak oni upadają Kiedy w grudniu Allen Iverson ze łzami w oczach na nowo debiutował w Philadelphii, wzruszaliśmy się razem z nim i obiecywaliśmy, że będziemy trzymać kciuki. Niestety, nic to nie dało. Wydawało się, że to win-win situation - Iverson pogra do końca sezonu, zakończy karierę w mieście, które kocha, w mieście, w którym go kochają, nie w takich żenujących okolicznościach, jak w Memphis. A Sixers i tak już przegrali sezon, więc sprzedadzą trochę biletów i koszulek, do playoffów oczywiście nie awansują, ale trochę szumu wokół nich się pojawi. Comeback Iversona do Philadelphii trwał trochę ponad 2 miesiące. Kibice pojawili się tłumnie na pierwszym meczu z jego udziałem, potem trybuny znowu świeciły pustkami. Allen powrócił do pierwszej piątki, rozegrał kilka przyzwoitych meczów, poprowadził drużynę do kilku zwycięstw, kilka razy nawet rzucił po 20 punktów, prawie jak za dawnych czasów. Bilans Sixers z Iversonem: 10-15, był ciut lepszy niż bez Iversona: 12-24. Ale od początku było jasne, że to nie to samo. Szybko zaczęły się przerwy w grze. Najpierw tłumaczono je bólem lewego kolana. Potem - tajemniczą chorobą czteroletniej córki, Messiah. Żeby być z chorą córeczką - Iverson zrezygnował nawet z występu w Meczu Gwiazd. Opuścił wyjazdową serię meczów. Brał dni wolne na żądanie. Iverson był kiedyś najbardziej niezniszczalnym koszykarzem NBA. Poobijany, posiniaczony, połamany - nie sposób było zmusić go do opuszczenia parkietu. Grywał ze skręconą kostką, ze złamaną ręką, z powybijanymi palcami, ze zwichniętymi stawami, z wodą w kolanie. Nie było lekarza, który byłby w stanie zakazać mu gry. Not anymore. Dziennikarz Philadelphia Inquirer, Stephen A. Smith, pisał ze smutkiem: To już nie jest ten Iverson, którego kiedyś znaliśmy. Sixers to wiedzą, ale mają wystarczająco dużo klasy, żeby tego głośno nie mówić. Wiedzą to jego koledzy z drużyny i trenerze, ale za bardzo im na nim zależy, żeby to głośno powiedzieć. Kibice też nie są ślepi, ale za bardzo go kochają. I ja, mówiąc szczerze, piszę ten felieton z ciężkim sercem. Trudno znaleźć przyjemność w wystukiwaniu na klawiaturze takich słów, pisząc o zawodniku, który zasługuje na naszą nieograniczną wdzięczność za wszystkie cudowne chwile, które dał temu miastu. W końcu obie strony uznały, że lepiej będzie się rozstać. Sytuacja delikatna - wszyscy wypowiadali się politycznie poprawnie, choroba, dziecko, wszak Allen powinien być w tych trudnych chwilach razem z rodziną. Ale tego samego dnia, kiedy oficjalnie pożegnał się z 76ers, jego żona złożyła wniosek o rozwód. I puszka Pandory się otworzyła. Okazało się, że kiedy rzekomo miał spędzać 24 godziny na dobę przy łożeczku Messiah, ktoś widział go na imprezie w Charlotte. Że podczas kilku miesięcy, które spędził w Detroit, tamtejsze kasyna zakazały ochroniarzom wpuszczać go do środka. Że jest nałogowym hazardzistą. I alkoholikiem. ' Drinking and the casinos: Allen was always doing one thing, or was at the other. No one who knows him can deny it.' - przyznaje anonimowo jeden z menedżerów NBA. Papiery rozwodowe mówią o trwałym rozpadzie małżeństwa, Tawanna, z którą byli razem na dobre i na złe od czasów liceum, wyprowadziła się i zatrudniła jednego z najlepszych adwokatów w okolicy, żąda alimentów i prawa do opieki nad piątką dzieci (najstarsze ma 15 lat, najmłodsze - 17 miesięcy). Powracają złe wspomnienia - jak kiedyś wpadł do cudzego apartamentu z bronią, szukając żony, jak wyrzucił ją nagą z mieszkania na ulicę, jak jego ochroniarz dotkliwie pobił dwóch mężczyzn w restautracji, bo nie chcieli zrobić Iversonowi miejsca w sekcji dla VIPów, jak kumple Iversona brali udział w ulicznych strzelaninach. Jeśli Tawanna Iverson chce zapewnić swoim dzieciom przyszłość, musi się spieszyć. Homies Iversona i sam Allen na pewno szybko zadbają o roztrwonienie majątku (w sumie zarobił w karierze ponad 200 milionów dolarów), jeśli już tego nie zrobili. W ubiegłym roku siedziałem w Katowicach blisko Iversona i mogłem mu się poprzyglądać. Nie znam się na biżuterii i dobrach luksusowych, ale złoto naprawdę kapało. Zegarek, sygnety, kolczyki, łańcuchy - to wszystko wyglądało na warte setki tysięcy dolarów, może więcej (mówiłem, że się nie znam). Przypomniała mi się też historia sprzed lat, jak Allen, czy któryś z jego kumpli nie mogli sobie po imprezie przypomnieć, gdzie zaparkowali samochód. Więc udali się do salonu i kupili nowy. Tak będzie wydawał pieniądze Allen Iverson, dopóki będzie je miał. Resztę przegra w kasynach, zbankrutuje i może zaczepi się - jak ostatnio Antoine Walker - w lidze portorykańskiej za kilka, może kilkanaście tysięcy dolarów. Albo jak Stephon Marbury - wyjedzie do Chin. A windykatorzy zlicytują i jego zegarek, i te kolczyki, i łańcuchy, i sygnety, dom i wszystkie samochody - jak jacht Latrella Sprewella albo mistrzowskie pierścienie Randy Browna. Mnóstwo byłych koszykarzy kompletnie nie potrafi sobie poradzić z życiem po NBA. Przyjaciel i doradca Iversona, Gary Moore, mówi: 'Just pray for us. Please pray for us. We need all the prayers we can get.' Modlitwa to dla Iversona jedyna nadzieja. Kronika towarzyska Ron Artest postanowił rozwiązać swoje problemy z defensywą, upodabniając się do Dennisa Rodmana. Ufarbował włosy na żółto, wymalował na nich tajemnicze inskrypcje, które podobno miały oznaczać DEFENSE w trzech językach - japońskim, hebrajskim i hindi. Przemiana nic nie dała, Artest z Orlando zagrał słabo, nie był w stanie powstrzymać Vince'a Cartera, więc dzień później ogolił się na łyso. Czekamy na efekty. Kibice Cleveland Cavaliers ustanowili rekord Guinnessa w największym zgromadzeniu ludzi ubranych w kocopłaszcze (płaszczokoce?). Ponad 20 tys. kibiców (i zawodników - swoją dostał nawet Shaq) znalazło na swoich siedzeniach tzw. Snuggie (kocyk z ramionkami, żeby były wygodniej), w kolorach Cavs, wszyscy wdziali kocyki, po czym przez kilka minut wiwatowali, żeby przedstawiciel Księgi Rekordów Guinnessa mógł oficjalnie uznać rekord. Będziemy mieli szansę na pobicie rekordu podczas meczu otwarcia Euro 2012. Nie mamy pojecia, kim jest ten gamoń w garniturze na zdjęciu po lewej, który psuje cały efekt. Shaq objął kuratelą wystawę sztuki we Flag Gallery w Nowym Jorku. Wystawa nosi tytuł 'Rozmiar ma znaczenie' , a większość eksponatów jest bardzo duża albo bardzo mała. Często są to zdjęcia Shaqa, lub innych koszykarzy. Albo gołe baby. Dziennikarze pytali Shaqa, jakim kluczem kierował się przy doborze dzieł sztuki. “ If it gave me a twinkle to my eye, I picked it. But I mainly based my decision on stuff with a lot of size to it.” - odpowiedział. A to zdjęcie powyżej? 'To nie ja wybierałem.' - odpowiedział Shaq. Na nas największe wrażenie zrobił ten eksponat: To rzeźba Rona Muecka, zatytułowana 'The Big Man'. Na Shaqu też zrobiła wrażenie: 'The Big Man… Big Man. When something is so big, it’s beautiful and people must take a second look. I’m art – people recognize my face. I also love post cards of the Statue of Liberty. I can look at them and then look across the water at it and it’s art.” Ciekawostki Pierwszą drużyną w NBA, która osiągnęła w tym sezonie 50 zwycięstw (przy 15 porażkach), są Cleveland Cavaliers. W poprzednich dwóch sezonach, drużyny, które jako pierwsze dorobiły się 50 zwycięstw, dokonały tego przy 12 porażkach. Byli to Boston Celtics i Los Angeles Lakers. Obie drużyny sięgnęły potem po tytuł mistrzów NBA. Ciekawe, prawda? Tako ćwierka Shaq Ostatnio Shaq nie gra, leczy kciuk, ma więcej czasu na refleksję, więc ćwierka filozoficznie: Life delivers weird twists and turns, but never anything you can not handle. With you, it is now more about what you really choose to do The secret to happiness is to nourish our love everyday. Dnt allow succes or craving of money and power to replace your love Respect is like a seed, it needs 2 b nurtured wit integrity,love and faith in god. Złota myśl 'I'd die for her. . . . I'd die without her.' - Allen Iverson o swoje żonie Tawannie. Kiedyś.
Do Cleveland przyjechali San Antonio Spurs. Shaq leczy kciuk i rozbija się po muzeach. LeBron odpoczywa i udaje asystenta trenera Cavs. A do tego w pierwszej połowie kontuzji doznali Antawn Jamison i Anthony Parker. A Cavs i tak wygrali. A ostatnie 9 meczów bez Jamesa przegrali. Ciekawe, prawda?
'Hurt Locker' pokonał 'Avatara', Kathryn Bigelow pokonała Jamesa Camerona. 'Hurt Locker' jeszcze nie widzieliśmy, więc się nie wypowiadamy, BTW - to chyba pierwszy przypadek od lat, żeby najlepszy wg Akademii film nie trafił w ogóle na ekrany polskich kin, tylko bezpośrednio na DVD i ekrany Canal +. A'propos 'Hurt Locker' - Frank Isola z New York Daily News napisał po werdykcie Akademii: ' And all this time I thought 'The Hurt Locker' was a place where Eddy Curry kept his belongings at Madison Square Garden.' Oscara za rolę drugoplanową dostał też Christoph Waltz, czyli pułkownik Landa - wszyscy stali czytelnicy naszego blogaska wiedzą, że innego werdyktu sobie nie wyobrażaliśmy. Ale my chcieliśmy wyrazić swoją radość z Oscara dla Sandry Bullock. Po pierwsze dlatego, że bardzo lubimy Sandrę Bullock - jeszcze od czasów Speed i While You Were Sleeping. Po drugie dlatego, że Sandra jest pierwszą aktorką, która dostała równocześnie Oscara i Malinę za najgorszą rolę główną. Po trzecie dlatego, że jako jedna z nielicznych - swoją Malinę odebrała osobiście. I wreszcie po czwarte dlatego, że Oscara dostała za rolę w filmie sportowym - a jak wiecie - uwielbiamy filmy sportowe. Film nosi tytuł Blind Side i opowiada historię Michaela Ohera, czarnoskórej gwiazdy futbolu amerykańskiego, wcześniej bezdomnego przygarniętego przez bogatą rodzinę amerykańską. I Sandra, i cały film zbierają świetne recenzje, ale informacji, kiedy premiera w Polsce, nie udało nam się znaleźć. W reszcie Europy wchodzi pod koniec marca. Ohera zagrał niejaki Quinton Aaron, ale niewiele brakowało, a zobaczylibyśmy w tej roli Glena 'Big Baby' Davisa, mistrza NBA z Boston Celtics. Davis (wówczas debiutant w Bostonie) brał udział w castingu do filmu w 2007, przeszedł eliminacje, awansował do finału i znalazł się w trójce kandydatów do obsadzenia roli Ohera. Niestety - na drodze do wielkiej kariery filmowej stanęły obozy treningowe i przygotowania do trudnego sezonu zasadniczego: “I never flew out because I didn’t have time. I was playing, it was at the beginning of the season. That would’ve been tough. I would’ve had to shoot during the summer time, and that was a really important time.” Davis nie żałuje - ma dziś o jeden tytuł mistrza NBA więcej niż Charles Barkley, Patrick Ewing i John Stockton razem wzięci. Na Oscary jeszcze przyjdzie czas: “Basketball is my first love and winning a ring means a lot. Then acting is my second love, so hopefully that will come down the line and hopefully I can get a motion picture award. Like tonight, I can play a game and then win an Oscar.”
Niektórzy zawodnicy Magic zachowywali się tak, jakby był to mecz nr 7 finałów NBA. Chyba bardzo wczoraj chcieli, chyba bardziej niż Lakers. Dlatego tak się cieszyli po co bardziej udanych i widowiskowych akcjach, po udanych prowokacjach (Barnes vs. Kobe, Howard vs. Pau), dlatego wreszcie tak byli podekscytowani ostatecznym rezultatem: Szczęśliwy Dwight Howard po meczu szczekał w szatni, przedrzeźniając Lakers, którzy nazywali zawodników Magic szczeniaczkami. Nie szczeniaczki ale straszliwe brytany: “Alpha dogs usually have the big bark. But since we’re so-called puppies, we won’t bark as loud.” Mecz nie był może najpiękniejszym widowiskiem - ale to zdaniem Dwighta Howarda, z uwagi na zwierzęce podteksty: “ You got a team full of Pitbulls and a team full of Cane Corsos, and that’s what happens. We’re the Pitbulls. Pitbulls are a little bit shorter, and Corsos are a little bit bigger. But, hey, we got the job done.” Jakby ktoś nie wiedział, cane corso wygląda tak: Jak wygląda pitbul - pewnie wszyscy wiedzą. My chyba wolimy cane corso: Matt Barnes też nie stronił od porównań myśliwskich: “We can’t be the hunted any more. We got to be the hunters. We got to go at people and take it at people, no matter who it is.” A tako rzecze podjarany Vince Carter: “You could see it in everybody’s faces and everybody’s demeanor. Everybody on that floor wanted to win that game. It wasn’t just, ‘Yeah, OK, whatever.’ It was, ‘Let’s go get it.’ That game was Game 7. ” Obejrzeliśmy wczorajszy mecz, jako patrioci kibicowaliśmy Marcinowi Gortatowi, bardzo nas ucieszyła jego Play of the Day, ucieszył nas też końcowy wynik. Co nie zmienia faktu, że obawiamy się, że od ubiegłego roku nic się nie zmieniło. To nie był mecz nr 7. Magic w bezpośredniej konfrontacji nie mają z Lakers szans. Ba - nie mają też szans na doprowadzenie do meczu nr 7. Dlaczego? Bo liderom drużyny, najlepszym wykonawcom rzutów wolnych - Jameerowi Nelsonowi i Vince'owi Carterowi, w decydujących momentach drżą ręce. Obaj panowie nie byli w stanie trafić obu wolnych w decydujących sekundach. Bo skoro chory Kobe, rzuca Magic bez specjalnego wysiłku 34 pkt. - to ile rzuci, jak będzie zdrowy? W końcówce, jak już Kobe wziął sprawy w swoje ręce, to poza ostatnim rzutem był bezbłędny. Robił co chciał, trafiał jak chciał. Bo Vince'owi Carterowi siły starcza dziś co najwyżej na jedną kwartę. Przez pierwsze 12 minut Vince był fantastyczny. Potem go nie było. Bo Magic mozolnie budowali przewagę a Lakers za każdym razem z dziecinną łatwością odrabiali dystans. Bo wczorajszy mecz powinien był być przez grających na własnym parkiecie Magic, prowadzących przed ostatnią kwartą 10 punktami wygrany w cuglach. A jednak losy ważyły się do ostatniego rzutu Bryanta. Kto wie, co by było, gdyby Kobe zdecydował się w końcówce pójść na całość i rzucił za 3 a nie za 2... Bo Lakers zagrali wczoraj słaby mecz i mimo to mogli go w ostatniej akcji wygrać. Gdyby to był mecz o stawkę - Lakers by go nie przegrali. A jeśli by przegrali - to wygraliby serię. Jeśli więc chcemy emocji w finale NBA, lepiej będzie, jeśli nie dojdzie w nim do powtórki zeszłorocznego finału. PS. A tak w ogóle to bardzo fajny występ Gortata. Jeśli ktoś jeszcze nie widział Play of the Day - to voila. PS2. Kiedy Ron Artest przychodził do Lakers, bardzo chcieliśmy w nim widzieć nowego Dennisa Rodmana. Wczoraj okazało się, że chce tego również sam Artest. Nie tylko my mieliśmy wczoraj deja vu. Phil Jackson: 'The first time I kind of looked out there on the court, I thought he was Dennis Rodman — his shoulders and hairdo and whatnot.' Nowa rodmanowska fryzura i tajemnicze napisy na głowie Artesta mają mu pomóc odzyskać umiejętności defensorskie, które trochę w Lakers zatracił. Artest nie chciał powiedzieć, co to za napisy: 'Take a picture and look it up. Ask your wife. Or just google it, and find out.'' Tajemnicę zdradził Phil Jackson - to defense w trzech różnych językach - japońskim, hebrajskim i hindi. Jackson jest z nowej fryzury zadowolony: 'If he gives us what's on his head, then we'll be in great shape.' Wczorajszy debiut w nowej fryzurze (8 pkt., trafione 2 z 10 rzutów, bez bloków i bez przechwytów) nie był zbyt udany.
O tym naprawdę powinna powstać książka: jeden sezon, czterech właścicieli (co jeden to gorszy), wyprzedaż najlepszych zawodników (część transakcji dokonana za plecami menedżera), która i tak nie potrafi poprawić dramatycznej sytuacji finansowej (60-70 m
Co prawda znowu nam pewnie znawcy zarzucą, że od razu widać, że piłkę ręczną oglądamy od święta, a poza tym, że to stare i wszyscy znają, a poza tym, że drużyny marne, ale co tam. I tak warto. Końcówka meczu w Mistrzostw Azji, będących jednocześnie azjatyckimi kwalifikacjami do MŚ Arabia Saudyjska - Bahrajn sprzed kilku tygodni, remis na kilka sekund przed końcem, Saudyjczycy grają z przewagą dwóch zawodników, mają rzut wolny i siedem sekund na rozegranie akcji. Jeśli trafią - awansują do finału i zapewnią sobie awans. Jeśli (w najgorszym razie?) nie trafią, dojdzie do dogrywki, którą rozpoczną z przewagą dwóch graczy. Artur Siódmiak i Bogdan Wenta byliby z Bahrajnczyków dumni. Siedem sekund - mieli naprawdę dużo czasu. A załamani Saudyjczycy przegrali jeszcze potem mecz o trzecie miejsce z Japonią i w ogóle na MŚ nie pojadą. ' Mabrook to all of the Bahraini people, to our leadership, and to all handball supporters for this achievement. We are going to the world championship after many years of trying, and thank God for this day.' - powiedział strzelec bramki Saeed Johar. Mabrook - (you are) blessed. (za islamic-dictionary.com).
Strzelił aż 20 goli w 37 meczach reprezentacji, z których tylko 17 zaczynał w pierwszym składzie.
Trzy kolory Justyny.Cztery razy czery Adama.38 lat przerwy.Mazurka.Łzy szczęścia Adama.Łzy niepewności Justyny.Łzy szczęścia Tomasz Zimocha.Spełnienie Adama.Spokój Adama.Pewność Adama.Uśmiech Justyny.Białe zęby Justyny.Determinację Justyny.Czubeczek butka.Królewicza Justyny.Niedźwiedzie wychodzące z gawr dla Adama.Adama całującego narty.Adama całującego ziemię.'Adaś, daś daś daś' Zimocha.'Zrobiła to, zrobiła' Jóźwika.Uniesiony kciuk Hannu Lepistoe.Zamyślenie Aleksandra Wieretelnego.Wojnę z wiązaniami.Wojnę z astmą.Medalowe pompowanie balona.Rozmowy Weroniki z Krzyśkiem i Ryśkiem.Smutek Tomka Sikory.Nocne telefony do Stefanka.Polskich łyżwiarzy pokracznych, którzy nie stali się figurowi.Polskie łyżwiarki powolne, które stały się szybkie.Lindsay Vonn w bikini.Mamę Lindsey Vonn w czapce VonnCouver.Złość Pluszczenki.Prawie Cud na lodzie 2.Emocje Mariusza Czerkawskiego.Sidneya 'nawet nie widziałem krążka' Crosby.Łzy Jo Rochette.Grymas Petry Majdić.65 m Anji Paerson.Brąz Anji Paerson dzień później.Złotego Bode.Czwartego Janne. Wielką Marit.Wielkiego Simmonna. Wielką Justynę.I wielkiego Adama.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19
strona: 1